Śluby poetów, cz. I

Niekoniecznie zawierali je z miłości – czasem kierowała nimi przelotna namiętność, nagłe zauroczenie, na początku wydające się być prawdziwym uczuciem, albo rodzicielski nakaz. W taki właśnie sposób ożenił się „trzeci wieszcz” – Zygmunt Krasiński.

„Poszedłem do ołtarza jak pies przez hyclów prowadzon...”

Tymi gorzkimi słowami Zygmunt Krasiński zwierzał się przyjacielowi Jerzemu Lubomirskiemu wkrótce po ślubie. A była to ceremonia wielce świetna – celebrowana 22 lipca 1843 r. w drezdeńskim kościele w obecności przedstawicieli europejskiej arystokracji. Pan młody od kilku lat zakochany był w pięknej rozwódce Delfinie z Komarów Potockiej, będącej natchnieniem jego poezji i adresatką wielu miłosnych listów. Niestety wszechwładny ojciec Zygmunta, generał Wincenty Krasiński, absolutnie nie godził się, by „boska Dialy” (tak nazywał ukochaną poeta) została młodą panią na Opinogórze i matką następnego pokolenia rodu. Wyswatał więc jedynaka z bardzo urodziwą, inteligentną i uzdolnioną malarsko Elizą Branicką. Wcześniej owdowiała matka panny, Róża z Potockich Branicka, wyraziła zgodę, a sama Eliza cieszyła się na myśl o mężu, który był znanym poetą.

Podczas ślubu opisywanego w rubrykach towarzyskich wszystkich europejskich gazet narzeczona ubrana w koronkową białą suknię, welon i cenne klejnoty promieniała urodą i szczęściem. Nowożeniec – jak sam później wspomniał – był bliski omdlenia i płacz dławił go w gardle. Wkrótce po zaślubinach wyjechali do rodzinnego majątku Zygmunta – Opinogóry, gdzie stary generał urządził im uroczyste powitanie – bal dla sąsiadów-ziemian i festyn dla włościan z dóbr Krasińskich połączony z ucztą, loterią i... lotem balonem!

Fot. Pastelove Kadry


Gdy ustała zabawa, między małżonkami rozgościła się smutna rzeczywistość. Zygmunt ignorował młodą żonę, pisał smętne wiersze i niezliczone listy do Delfiny – nie kwapiąc się, by dzielić z Elizą sypialnię. Ona udawała, że nie dotyka ją obojętność męża, spełniała obowiązki pani domu i była dobrą synową dla generała. Wreszcie po kilku miesiącach (a ponoć i po awanturze, jaką Wincenty Krasiński zrobił synowi!) Zygmunt i Eliza faktycznie stali się małżonkami. Przez kilkanaście lat ich wspólnego życia przyszło na świat troje dzieci. Zygmunt pozostawił Elizie troskę o wychowanie potomstwa, a ojcu – zarząd majątkami Krasińskich. Sam tworzył, często zapadał na zdrowiu i tęsknił do Delfiny.

Po kilku latach „boska Dialy” porzuciła wytrwałego adoratora. Wtedy dopiero poeta docenił walory swej pięknej i dobrej żony. Ale „pani niezrównana”, jak zaczął nazywać w wierszach Elizę, wyczerpała swoje zasoby cierpliwości wobec poetyckiego małżonka. Co prawda aż do śmierci Zygmunta troszczyła się o męża, ale nim zakończył się czas tradycyjnej żałoby, w sekrecie poślubiła młodszego od niej Ludwika Krasińskiego, kuzyna Zygmunta, z którym ponoć wiązał ją tajemny romans. I była z nim szczęśliwa aż do swej śmierci.

„Anioł wąsaty” i panna Maria

Późniejsza słynna poetka Maria Konopnicka liczyła niespełna lat dwadzieścia, kiedy w pogodny dzień wrześniowy 1862 r. poślubiła starszego o dwanaście lat ziemianina z powiatu kaliskiego Jana Jarosława Konopnickiego, właściciela wsi Gusin, którą zarządzał także w imieniu gromady młodszego rodzeństwa. Jarosław był wysoki, przystojny, wesołego usposobienia, dobrze tańczył. Maria, z domu Wasiłkowska, córka kaliskiego prawnika, przyszłego męża poznała w domu swego owdowiałego ojca. A że atmosfera rodzinna od śmierci matki była „pełna powagi i zadumy”, młodą dziewczynę łatwo oczarował urodziwy kawaler wnoszący w jej życie trochę radości i werwy. Ustalono wysokość posagu, spisano intercyzę, odczytano w kościele zapowiedzi. Uszczęśliwiona Maria włożyła białą krynolinę, którą druhny (w tej roli wystąpiły jej siostry) ozdobiły gałązkami mirtu, a potem upięły na głowie panny młodej wianek z woskowych kwiatów pomarańczy, spod którego spływał długi welon.

Jarosław kazał zaprząc najlepsze konie do dwóch powozów, w których jechały bratowe i siostry pana młodego z naręczami kwiatów i stosami bombonierek. Obok, konno, towarzyszyli im męscy krewni. Ekwipaże przybrano zielenią, służba dostała nowe liberie… Gdy orszak dotarł do rzęsiście oświetlonego kościoła, państwo młodzi wyglądali na szczęśliwych…

Sądząc z listów, które młoda mężatka pisała do sióstr i przyjaciółek, pierwsze lata pożycia były udane. Maria patrzyła na męża oczami zakochanej młodej dziewczyny, dzielnie radziła sobie z zarządzaniem gospodarstwa we dworze (chociaż wyrosła w mieście), szybko odzyskiwała zdrowie po narodzinach kolejnych dzieci. Ale im więcej czasu mijało od tamtego wrześniowego dnia, tym wyraźniej pani Maria zaczęła zauważać coraz większe różnice w postrzeganiu świata, dzielące ją i małżonka.

Fot. Pastelove Kadry

Fot. Pastelove Kadry


Jarosławowi wystarczało gospodarowanie na (podupadającym zresztą) folwarku oraz sąsiedzkie rozrywki – polowania, spotkania przy kartach i winie. Nieraz też procesował się z krewnymi i okolicznymi ziemianami. Maria wiele czytała, próbowała pisać – zaczęła publikować, zachęcona przez redaktorów literackich periodyków. Wreszcie, po piętnastu latach, drogi coraz bardziej niechętnych sobie małżonków rozeszły się na zawsze. Maria zabrała sześcioro dzieci i wyjechała do Warszawy. Odtąd utrzymywała się wraz z potomstwem z autorskich honorariów, odczytów, lekcji w warszawskich domach. Jarosław pozostał na wsi, żyjąc wśród gospodarskich i sądowych kłopotów, niekiedy – w przypadku zaprotestowanych weksli – wspierany przez żonę. A ona? Chociaż coraz bardziej ceniona jako literatka, wciąż z trudem starała się sprostać kosztom edukacji dzieci i utrzymania rodziny. Jarosław co najwyżej przyjmował dzieci na wakacje – matka przygotowywała im stosowne letnie ubiory, by nie prezentowali się gorzej od potomstwa innych ziemian z kaliskiego powiatu. Cała ta sytuacja Marię coraz bardziej irytowała i napełniała goryczą... Znamienne, że gdy sławną poetkę pytano po latach o to, kiedy życzy sobie, aby środowiska literackie i czytelnicy urządzili jej jubileusz dwudziestopięciolecia twórczości, odpowiedziała spontanicznie: „Dobry jest każdy dzień, byle nie we wtorek i nie we wrześniu”. Lata wcześniej to właśnie we wtorek 10 września 1862 r. Maria Wasiłkowska poślubiła Jana Jarosława Konopnickiego...

Magazyn WESELE 2/42/2016/ Bogna Wernichowska

Zobacz powiązane strony:

Suknie wieczorowe Biancaneve kolekcja 2010
Suknie wieczorowe Biancaneve kolekcja 2010

Biancaneve jest dla kobiety niezależnej, z własnym stylem i smakiem. To co ona nosi mówi światu, że jest kreatywna i ponadczasowa. Jest połączeniem kultury, mody i luksusu.

więcej ›
Suknie Ślubne Atelier Diagonal 2010
Suknie Ślubne Atelier Diagonal 2010

Więcej zdjęć i informacji znajdziecie Państwo na stronie www.mlodaimoda.pl « powrót do spisu galerii sukni ślubnych

więcej ›
Ryż rzucany na Młodą Parę
Ryż rzucany na Młodą Parę

Ryż rzucany na Młodą Parę po zakończeniu ceremonii ślubnej symbolizuje szczęście, którego goście życzą świeżo upieczonym małżonkom. Zwyczaj bardzo przyjemny, choć dziś chcemy zaproponować Wam kilka alternatyw dla ryżu, które z podobną intencją, mogą się okazać przyjemniejsze i bardziej zaskakujące d

więcej ›
Weselne dodatki
Weselne dodatki

Ślub to jedno z nielicznych wydarzeń w twoim życiu, które możesz zaplanować od początku do końca. Możesz urządzić je w jakiej chcesz scenerii, zaserwować gościom ulubione potrawy, puścić ulubiona muzykę.

więcej ›
Oscar de la Renta - suknie ślubne 2016
Oscar de la Renta - suknie ślubne 2016

Amerykański projektant dominikańskiego pochodzenia w tym roku zachwyca misternymi zdobieniami, zalotnymi koronkami i spektakularnymi trenami. Kolekcja na wiosnę 2016 została też wzbogacona o krótkie kreacje, dedykowane wszystkom paniom, które w dniu ślubu chcą zaskoczyć gości świeżością I dziewczęcy

więcej ›
Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Trwa ładowanie obrazu...