Dyskretny urok Pana Młodego, czyli o ubiorze dla mężczyzny z klasą
Część 1
O modzie męskiej klasycznej, wyrafinowanej, ale także tej z odrobiną ekstrawagancji z wybitnym znawcą jej kanonów panem Jerzym Turbasą rozmawia Magdalena Demeńczuk.
M.D.: Od wielu lat zajmuje się Pan modą męską. Czy zauważa Pan jakieś diametralne zmiany w męskiej modzie ślubnej?
J.T.: Myślę, że moda męska nie ulega tak gwałtownym przemianom. Możemy powiedzieć o Polsce, że zaczynają nas dotyczyć te same kanony klasycznej elegancji i te same kanony ubioru co w całej Europie Zachodniej. Od kilku lat trendy w modzie stawiają na klasyczne krawiectwo – świetnie skrojone, dopasowane do sylwetki oraz dobrze wykończone.
M.D.: Czy współcześni mężczyźni bardziej skłonni są do wyboru stroju ślubnego jako garnituru wizytowego, czy stawiają na niepowtarzalność ubioru, jego wyjątkowość?
J.T.: Można podzielić naszych klientów na dwie grupy. Jedni należą do pragmatyków, którzy nie chcą, by los garnituru podzielił los sukni ślubnej, wówczas proponujemy garnitur wizytowy – w kolorze granatu, marengo lub ciemnego popielu. Jednak aby strój miał charakter wyjątkowy, proponujemy dobrać kamizelkę w niestandardowym odcieniu, np. srebrzystym.
M.D.: Ale są także panowie ekstrawaganccy, którzy pragną wyróżnić się swym strojem?
Magazyn Wesele / fot. Krzysztof Sordyl.
J.T.: Nie można nazwać tego ekstrawagancją, jest to bowiem podążanie za klasycznymi wzorcami. Standardowym ubiorem dla Pana Młodego na Wyspach Brytyjskich jest frak angielski, często określany żakietem. Jest to ubiór całodzienny. Ludzie możni, ludzie sukcesu, polityki, jeśli biorą ślub, to tylko i wyłącznie w żakiecie. Jest to ubiór, który znakomicie podkreśla męską sylwetkę. Żakiet angielski bazuje na odcieniach szarości. Standardy bowiem oparte są o światło panujące w Anglii. Tam jest lekkie zamglenie, nie występują ostre kolory w przyrodzie, tylko szarości, stąd sam frak jest w kolorze marengo. W przeciwieństwie do fraka francuskiego, który podobnie jak smoking posiada jedwabne wyłogi i lampasy w spodniach. Sensem tego jedwabiu jest w świetle sztucznym błyszczeć. Natomiast frak angielski świetnie prezentuje się zarówno w świetle dnia, jak i wieczorem.
M.D.: Czyli frak angielski, jako strój całodzienny, wydaje się rozwiązaniem bardziej praktycznym?
J.T.: Nie tyle jest on praktyczny, co kolorystycznie nie jest ustawiony kontrastowo. O ile frak francuski ze swoją jaskółką jest ostrą grą czerni i bieli, to frak angielski operuje harmonią, opartą na przeróżnych odcieniach szarości. Te wszystkie smaczki rozgrywane są na zasadzie dopełniania się kolorystycznego. W związku z tym nie jest to elegancja uderzająca w oczy, ale elegancja wyrafinowana.
M.D.: Czy panowie w Polsce skłonni są do wyboru fraka, czy smokingu na uroczystość ślubu?
J.T.: Muszę powiedzieć, że coraz więcej mamy klientów, którzy decydują się na wybór żakietu. Mamy bardzo dużo zamówień na tego rodzaju stroje. Coraz więcej elit towarzyskich chce podkreślić wyjątkowość sytuacji właśnie uroczystym strojem. Poprzez formę również można podkreślić wagę wydarzenia.
M.D.: Czy można uzależnić lub dopasować strój Pana Młodego do sukni ślubnej?
J.T.: Nie można. W Polsce panuje zabobon, z którym muszę co drugi dzień walczyć. Większość sukni ślubnych jest w kolorze écru. Kolor biały jest pożeraczem urody. Przy słowiańskiej urodzie biel nie jest najkorzystniejsza. Natomiast panie instynktownie czują, że kolor écru, lekko złamany i rozsłoneczniony, rzuca bardzo pozytywne światło na twarz i dodaje uroku. Natomiast zabobon polega na tym, że od panów również wymaga się, by koszula była écru, garnitury były écru lub brązowe. Historia pokazuje jednak, że ubiory ślubne dobierano kontrastowo. Efekt był taki, że na tle czerni wyskakiwała biel sukni Panny Młodej.
M.D.: Nie jest Pan zwolennikiem jasnych garniturów?
J.T.: Jest trend, który toleruje jasne garnitury dla Panów Młodych. Choć ja niekoniecznie to popieram. Jednak są wyjątkowe sytuacje, wynikające ze stylizacji lub niebanalnych pomysłów. Obecnie dla pewnego pana wykonujemy jasny, biały garnitur, skrojony według kanonów lat 60. Ślub będzie nawiązywał do epoki króla rock’n’rolla – Elvisa Presleya. To jest pewnego rodzaju zabawa intelektualna i każdy ma prawo do oryginalności. Natomiast jeśli mówimy o trendzie, to moim zdaniem sylwetka kobiety i mężczyzny powinny się dopełniać na zasadzie kontrastu. Moje doświadczenie wskazuje, że do écru świetnie pasuje granat, ciemny popiel. Wybór koloru świadczy również o zachwianej równowadze między męskością a kobiecością.
M.D.: Te zmiany kulturowe można dostrzec także w modzie?
J.T.: To widać w modzie, ale także po naszych klientach. Najczęściej do miary przychodzi przyszły Pan Młody wraz z narzeczoną, która decyduje o całościowym wizerunku swego przyszłego męża.
M.D.: Kiedyś to było niespotykane?
J.T.: Kiedyś był taki zabobon, że Pan Młody nie widzi wcześniej sukni Panny Młodej, a Pani Młoda nie widzi wcześniej ubioru Pana Młodego. Teraz żyjemy w czasie, gdy zabobony legły w gruzach. I dobrze, lecz zadziwiająca jest sytuacja, w której o wszystkim decyduje kobieta. A muszę powiedzieć, że procent kobiet, które decydują o garniturze, o fakturze, o kolorze stroju Pana Młodego, z każdym rokiem się zwiększa. Panowie coraz częściej są niepewni siebie i to niezagospodarowane pole niepewności jest przejmowane przez kobiety. Panowie zbyt często zamykają się w robieniu pieniędzy i kariery. Pisma kobiece często lansują beżowe lub jaśminowe garnitury ślubne.
M.D.: Zwłaszcza w okresie letnim.
J.T.: Musimy sobie powiedzieć, że naprawdę męskimi kolorami są granat i popiel. One sprawdzają się w biznesie, w kulturze i przy odbieraniu różnego rodzaju nagród. Nie mówiąc o kolorze czarnym, który stanowi najwyższą formę elegancji. Te ciemne kolory podkreślają męskość.
M.D.: Istnieje również symbolika czerni i bieli, przeciwieństw męskości i kobiecości.
J.T.: Kolor czarny wyraża swą dosadnością przewagę i dominację. Kobieta bielą wyróżnia się swą lirycznością. To się jednak zmienia. Kobiety dziś robiące karierę są czasami bardziej dominujące od mężczyzn. Ten trend, o którym mówiliśmy, że Panowie zaczynają wkładać beżowe garnitury, to jest forma jakby utraty męskości. To się dzieje podświadomie. Kobiety zaczynają narzucać panom to, co jest domeną kobiet. A Panowie często rezygnują z tych swoich okopów męskości. Był trend w latach 60. uniseksu, że kobiety ubierały się jak mężczyźni i na odwrót, ale wypadki przy pracy w historii zdarzają się.
M.D.: Jak więc w dobrym stylu panowie mogą podkreślić swoją indywidualność?
J.T.: Niektórzy szyją sobie np. tużurki (rodzaj okrycia męskiego podobnego do żakietu, o wyciętych i zaokrąglonych połach, z jednorzędowym zapięciem i wykładanym, często aksamitnym kołnierzem przyp. red.), żeby podkreślić tę swoją oryginalność. W końcu niektórzy biorą ślub w skafandrach 10 m pod wodą albo w powietrzu, lecąc na spadochronie. To wspaniałe, ale jednak 99% populacji wybiera te rozwiązania, które swą klasycznością podkreślają wyjątkowość chwili. Natomiast dla ludzi stylizujących się nie stosujemy tak rygorystycznie kanonów elegancji. Wybieramy ten sam elegancki krój, ładnie dopasowany, blisko ciała. Sensem dobrego garnituru jest ukrycie wad. Tak naprawdę 90% panów płaci za karierę figurą. To są wszelkiego rodzaju skrzywienia kręgosłupa. Dla dzisiejszych mężczyzn garnitur jest narzędziem pracy. Niestety, gotowe garnitury ze sklepów będą jedynie okrywały sylwetkę, jest tylko niewielki procent osób, na których będą one wyglądać dobrze.
M.D.: Jakiego typu tkaninę proponuje Pan na garnitur ślubny.
J.T.: Mówiąc o tkaninach ślubnych, zauważamy, że są one dzisiaj o wiele cieńsze. To sploty wełny z jedwabiem, zaczynają też być modne tkaniny z połyskiem. Ten lekki połysk odświeża sylwetkę, jest jednak niebezpieczny dla panów z tuszą. Połyskujące tkaniny podkreślają budowę, uwypuklają wady, natomiast mat tuszuje. I to jest właśnie magia kolorów. W kanonach klasycznych jest zawarta pewna mądrość i ci, którzy majstrują wokół tej mądrości, często wykonują harakiri na swojej sylwetce. Bo nie każdemu dobrze w jasnym garniturze czy w kratce.W elegancji główna zasada jest taka, by sobie nie szkodzić.
M.D.: Nie zależy nam przecież, by wyglądać na swoim ślubie groteskowo.
J.T.: Chyba że ta groteska jest w założeniu. Ale najczęściej wynika z braku wiedzy.
Magazyn Wesele
Rozmawiała Magdalena Demeńczuk
Na drugą część wywiadu zapraszamy
w kolejnym wydaniu „Magazynu Wesele”.

